Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 9 września 2012

Rozdział 7.


*Oczami Niall’a*
Muszę z nią porozmawiać, przecież to, że mi wyznała miłość musi coś znaczyć.
-Kasia posłuchaj… Ja wiem, że my się krótko znamy, ale mi naprawdę na tobie zależy – usiadłem na jednej z ławek i pociągnąłem ją za rękę zmuszając, aby usiadła.
-Niall, ale to za szybko wszystko się potoczyło! Zrozum ja nie mogę być z kimś kogo znam jakieś 3 dni! – Widziałem smutek który malował się na jej twarzy.
-Ja czuje, jakbym znał cię całe, moje życie – złapałem ją za rękę i przyłożyłem, do mojej klatki piersiowej, w której serce biło jak oszalałe.
-Wiesz co.. – spojrzała mi w oczy. – Możemy spróbować – dotknąłem delikatnie jej podbródka, aby spojrzała mi w oczy. Przybliżyłem się do niej i po chwili wahania pocałowałem ją. Ta chwila była magiczna, czułem się jak w niebie. Chociaż to mało powiedziane. Wziąłem ją za rękę i podśpiewując „She makes me wanna” wróciliśmy do domu.
-Marta, mieliśmy dzisiaj w czwórkę iść na London Eye – powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej.
-Ja chętnie z wami pójdę, jeszcze tylko porozmawiam z Harrym – odparła.
*Oczami Marty*
No tak! Zapomniałam, przecież obiecałam Niallowi, że w sobotę pójdziemy na London Eye. Całkiem dobrze się składa, po London Eye pojedziemy na lotnisko i kupię bilet do Polski, chociaż na tydzień polecę do mamy.
-Harry – podeszłam do lokowatego, który właśnie oglądał telewizję.
-Tak? – Spojrzał na mnie kątem oka.
-Może pojedziemy, w czwórkę na London Eye? Ja, ty, Kasia, Nialler.
-No jasne – posłał mi ciepły uśmiech. –To, o której się zbieramy?
-Może o 15:00? Potem pojechalibyśmy, na lotnisko i kupię bilet do Polski..
-Jaki bilet? – Otworzył szerzej oczy.
-No muszę chociaż na tydzień pojechać do mamy – powiedziałam.
-Dobra, nie pozostało mi nic więcej, niż polecieć tam z tobą – wstał z kanapy i przybliżył się do mnie.
-Nie Harry, wy macie koncert w piątek.
-Bez menadżerki to się nie uda, poza tym poznam twojego tatę – spojrzał na mnie.
-To nie jest dobry pomysł – podrapałam się za uchem.
-Dlaczego?
-Nie chcesz poznać mojego ojca – spuściłam głowę. – Nawet ja go prawie nie znam.
-Nie rozumiem – przycisnął mnie do siebie.
-Zostawił nas jak miałam pięć lat – jedna łza spłynęła mi po policzku, ale szybko ją wytarłam. Nie lubiłam o nim mówić, a teraz nagle po tylu latach, pojawił się i poszedł do mamy do szpitala.
-Hej, nie płacz – złapał delikatnie dłońmi moje policzki. – On nie jest tego wart.  Moi rodzice rozwiedli się jak miałem 7 lat, strasznie to przeżywałem, pamiętam, że bardzo dużo płakałem. Wiem co czujesz – próbował się uśmiechnąć.
-Nie musisz tu ze mną siedzieć, idź tam do reszty – przytuliłam go.
-Ale ja chce z tobą siedzieć – musnął delikatnie ustami mój policzek.
-Może coś obejrzymy? – Zaproponowałam.
-Jasne, tylko co?
-Może jakieś romansidło? – Harry się zgodził a ja poszłam do pokoju po film. Wróciłam z moim ulubionym filmem „Pamiętnik”. Zobaczyłam, że Hazz coś czyta i podeszłam bliżej.
-Styles! To mój pamiętnik! Oddawaj idioto! – Wrzasnęłam, a on zaczął uciekać po całym domu jak głupi.
-Drogi pamiętniku – zaczął.
-Przestań!! – Boże tylko, żeby nie przeczytał ostatniego wpisu – Proszę Harry oddaj!
-Kocham ten jego przepiękny, ciepły uśmiech, burzę loków które uwielbiam dotykać i szczególnie jego błyszczące zielone oczy – przerwał czytanie i popatrzył na mnie. Czekałam tylko na moment, w którym zacznie się śmiać. On jednak milczał.
-Za ile zaczniesz się śmiać? – Zapytałam i wyrwałam mu pamiętnik z rąk, przy czym rumieniłam się coraz bardziej.
-Nie zacznę – podszedł do mnie i objął mnie w pasie. – Czemu miałbym się śmiać? – Zapytał patrząc mi głęboko w oczy.
-Przecież nie czujesz tego, samego do mnie – wbiłam wzrok w ziemię.
-Skąd wiesz? – Zaśmiał się i w tym momencie zadzwonił jego telefon. – Momencik – powiedział i wyszedł z pokoju. A ja włączyłam film. Położyłam się na prawym boku  na kanapie. Po chwili Harry już był w pokoju i usiadł przy mnie. – Możemy przesunąć London Eye?
-Dlaczego? – Zebrałam się do pozycji siedzącej.
-Lou, nasza stylistka poprosiła mnie, żebym zajął się Lux.
-Chętnie ci pomogę – uśmiechnęłam się do Loczka.
-Nie musisz.
-Ale ja nalegam, resztę wyślemy na kręgle – zaśmiałam się.
-No dobra, to jedziemy po małą – wstał i podał mi rękę. Obgadaliśmy wszystko z Kasią, Josh’em, Niall’em, Ian’em i  Zayn’em, który nie wiem skąd nagle pojawił się w ogrodzie, jakoś wcześniej go nie było. Cała paczka pojechała na kręgle, a ja z Harrym po Lux. Weszliśmy do ich domu, było no łał ogromny! Rodzice Lux byli bardzo mili, a mała taka słodka, od razu wzięłam ją na ręce. Zabraliśmy potrzebne rzeczy, a Lou obiecała, że wrócą po Lux o 22:00.  Gdy wróciliśmy Hazz wziął rzeczy do domu, a ja poszłam bawić się z małą do ogrodu.
*Oczami Harrego*
Odłożyłem rzeczy na kanapę i wyszedłem za dziewczynami do ogrodu. Marta wyglądała tak słodko kiedy bawiła się z Lux. Jeszcze nie dokończyliśmy naszej, wcześniejszej rozmowy, ale to może jak młoda zaśnie. Podszedłem bliżej nich i oparłem się o huśtawkę.
-Co tak patrzysz? – Zapytała Marta ukazując swoje dołeczki, które nigdy wcześniej, aż tak bardzo mi się nie podobały.
-Słodko wyglądacie, kiedy się bawicie.
-Dziękuje – zaśmiała się i złapała Lux za rękę. Podeszły do mnie, a Lloyd dała mi małą na ręce. – No proszę, wyglądasz jak prawdziwy tatuś!
-Jasne, tylko kto jest mamusią – zażartowałem, a Marta zrobiła wielkie oczy. – Oj żartuję!
-Tak, ekhm – zrumieniła się.
-Wracamy do oglądania filmu?
-Tak jasne – wzięła ode mnie Lux i zaprowadziła do małego, gościnnego pokoju, w którym były już jej rzeczy. Marta zrobiła małej kolacje, przeczytałem jej bajkę, po czym młoda szybko zasnęła, pocałowałem ją lekko w czoło i poszedłem z Martą do salonu.
-To co oglądamy? – Rozsiadłem się na kanapie.
-„Pamiętnik”?
-Okey – Marta usiadła obok mnie tak, że objąłem ją ręką.
-Harry?
-Tak? – Spojrzałem w jej stronę.
-Zapytałeś wcześniej dlaczego uważam, że nie czujesz tego samego do mnie.. – zpowarzniałem i usiadłem po turecku twarzą zwróconą ku niej. – Otóż uważam tak: Sądzę, że jesteś gwiazdą, a ja nie nadaje się do show biznesu. Poza tym pewnie pomyślałeś, że lecę tylko na kasę.. Nie, to nieprawda, kocham cię za uśmiech, który prawie nigdy nie schodzi z twojej, cudnej twarzy, za to jak spoglądasz na mnie swoimi zielonymi oczami. Kocham twój głos,  poczucie humoru, charakter zagubionego kolesia, który potrafi mnie omotać – zbladła lekko. – Nie potrafiłbyś się zakochać w zwykłej dziewczynie, która śpiewa do szczotki i kocha koty.
-Też kocham koty – zaśmiałem się.
-Ale nie o to chodzi – popatrzyła mi w oczy. – Pewnie wolisz jakieś chude modelki i aktorki.
-Marta – pocałowałem ja w czoło. – Wolę ciebie, jesteś wyjątkowa i nigdy nie myślałem, że lecisz na moją kasę. Po prostu, mi na tobie cholernie zależy.
-Naprawdę? – Zapytała z bananem na twarzy.
-No tak – uśmiechnąłem się.
*Oczami Marty*
-Chyba zaraz przyjedzie reszta – spojrzałam na zegarek, była 20:53.
-No powinni zaraz być – odparł Hazz.
-Idę zobaczyć co z Lux – posłałam mu nieznaczny uśmiech.
-Pójdę z tobą – wstał, otrzepał się i przyszedł za mną. Mała spała tak, słodko spała, miałam ochotę położyć się koło niej. Dzisiejszy dzień był bardzo męczący, bez słowa wyszłam z pokoju i skoczyłam szybko na górę do swojego pokoju. Chwilę leżałam w ciszy, nagle do pokoju wszedł Harreh i położył się koło mnie, no dobra nie położył, rzucił się na łóżko, tak że, aż podskoczyłam.
-Uważaj bo zarwiesz łóżko – zaśmiałam się.
-Nie jestem aż taki ciężki – dał mi kuksańca w bok.
-No tak, tak – puściłam do niego oczko. Przytuliłam się do niego i chyba zdrzemnęłam. Obudziły mnie krzyki Kasi, Louis’a, Liam’a, Niall’a, Ian’a i Zayn’a. – Pali się czy co? – Wymamrotałam.
-HE’S MINE – zaśmiał się Lou.
-Czemu mnie okłamałaś? – Kasia udawała obrażoną.
-Z czym? – Spojrzałam na Harrego, który najwyraźniej też nie wiedział o co chodzi.
-Przecież widać, że jesteście razem – wypalił Ian.
-Nie – powiedziałam, z dziwnym grymasem na twarzy.
-Tak – mruknął w tym samym czasie, uśmiechnięty Hazz.
-Co? – Spojrzałam na niego, a on ruszył tylko ramionami.
-Wiesz co, przyjaciółce to się chyba o takich rzeczach mówi – parsknęła Kasia, a reszta patrzyła się na nas, jak na dziwaków. Na szczęście, Lux zaczęła płakać i szybko wymknęłam się z pokoju, niestety za mną poszła Swan. Wzięłam małą na ręce i próbowałam ją uspokoić.
-Kiedy miałaś zamiar mi powiedzieć – uśmiechnęła się sztucznie.
-Ja z nim  nie jestem.
-Nie wcale – przewróciła teatralnie oczami.
-Nie zapytał mnie jeszcze, ile razy mam to mówić? – Warknęłam.
- Jeszcze nie?
- No mówię ci, nie wiem, który raz, że nie! – W tym momencie Lux zaczęła, jeszcze bardziej płakać.
- Dobra, dobra. Bez nerwów. Leć na dół, a ja się zajmę tym dziełem szatana – wymamrotała, po czym wzięła Lux na ręce. Mówiłam już jak bardzo ona nienawidzi dzieci Bardzo.
- Po co mam tam iść?
- Przecież, kiedy spytałam czy jesteście razem, on powiedział, że tak.. Więc o co chodzi?
- Nie mam pojęcia!
- Dobra, leć na dół – wyszłam z pokoju i udałam się do jadalni, w której zastałam nie kogo innego, a Hazze. Podszedł do mnie i próbował przytulić, jednak miałam na niego jeszcze niezłe nerwy, o to całe jego „Tak”, i w ogóle nie nadążam za tym chłopakiem, wracając próbował mnie przytulić, jednak go odepchnęłam.
- Hej, kochanie.. Co się stało? – Powiedział, a w jego głosie można było wyczuć… Smutek?
- Żadne kochanie – powiedziałam stanowczo. – Nic się nie stało – dodałam.
- Ale o co chodzi? – Teraz barwa jego głosu wyrażała niezłe poirytowanie i zdezorientowanie.
- Nie wiem Hazz, może jestem jakaś staroświecka, ale żeby z kimś chodzić, trzeba go chyba o to spytać…
- To co, ty to na papierze chcesz? – Powiedział z lekką pogardą.
- Nie, wystarczyłoby spytać.
- W takim razie… Czybędzieszmojodzieczyno? – Powiedział od niechcenia.
- Jasne, na nic więcej cie nie stać?
- No chciałaś, żebym spytał – zaśmiał się.
- Ja pierdole, naprawdę jesteś żałosny – powiedziałam to i wyszłam przed dom. Usiadłam na ławce i zaczęłam płakać, po prostu. Ktoś chyba to usłyszał, bo po chwili obok mnie usiadł Zayn.
- Hej, Marta, co się dzieje? – Spytał i objął mnie ramieniem. Był lekko wstawiony, ale nie było aż tak źle.
- Nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak, ale… Chciałabym, żeby to inaczej wyglądało – odparłam, opierając głowę o jego ramie.
- Co, o czym mówisz?
- Chciałabym, żeby Harry chociaż trochę się postarał!
- Ale z czym? – Dodał, spoglądając na mnie.
- Żeby poprosił mnie o chodzenie.. Nie tak, z regułki, tylko.. Z serca?
- Marta – przytulił mnie. – Uwierz, to nie jest w jego stylu… Ale jeżeli cie kocha.. Zrobi dla ciebie wszystko..
- Dzięki Zayn – otarłam łzę i wtuliłam się mocniej w jego bok.
- Nie ma za co – chyba się uśmiechnął, nie wiem, bo miałam zamknięte oczy. Ogólnie to obudziłam się u siebie w łóżku, fajna magia, bo w ogóle nie pamiętam, że zasnęłam, i że ktokolwiek mnie tu przyniósł.  Kolejną dziwną rzeczą jest to, że Kasia  z Niallerem spali na podłodze, a pomiędzy nimi leżała Lux.. Ciekawe co ona tu robi? Ciekawe co oni tu robią i to na podłodze? Nasówały się kolejne pytania. A kiedy ktoś wyszeptał moje imię przez sen, miałam już mózg rozjebany. Wyszłam z pokoju, do kuchni. Nikogo tam nie zastałam, o dziwo nawet Hazz, nie urządzał sobie maratonu oglądania moich filmów z podstawówki. Wzięłam z lodówki mleko i napiłam się parę łyków. Usiadłam na kuchennym blacie i zaczęłam machać nogami jak pojebana, nic lepszego nie miałam do roboty. Wszystko fajnie, ale w pewnym momencie ktoś wszedł do domu, a ja z owego blatu upadłam na ziemię, jak długa. Do kuchni wszedł zdezorientowany Harry. Podbiegł do mnie i pomógł mi wstać.
- Emm, a właściwie co robiłaś? – Zapytał.
- Nic takiego, dzięki za pomoc – chciałam już wychodzić z kuchni, ale złapał mnie za rękę.
- Marta.. Ja przepraszam..
- Dobra, Harry. Okej, rozumiem, nic się nie stało.
- Nie, Marta.. Słuchaj – wyjął z kieszeni jakieś pudełeczko. – To jak… - Uniósł mój podbródek ku górze. – Będziesz moją dziewczyną? – Pocałował mnie czule.
- Harry – wzruszyłam się. – Jasne.. Oczywiście, że tak! – Przytuliłam się do niego i zaczęłam śmiać.
- Wszystko w porządku?
- Jasne – spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się promiennie.
- Uwielbiam twój uśmiech – powiedział po czym jeszcze mocniej mnie przytulił.
-Która jest godzina? – Zapytałam.
-12:45, a co się stało?
-Zawieziesz mnie na lotnisko? Musze jechać, no wiesz, po bilet…
- Po dwa bilety raczej – uśmiechnął się.
- No okej, ale czy to nie będzie dla ciebie problem?
- Jasne, że nie, zresztą przyda nam się spędzić troszkę czasu we dwoje – przytulił mnie.
- I z moją mamą…
- No tak, zapomniałem o najważniejszym. To co, jedziemy?
 - Jasne, tylko pójdę się ubrać.. I ogarnąć – powiedziałam i poszłam na gorę, gdzie wzięłam szybko prysznic ogółem ogarnęłam twarz, założyłam czarne rurki, zieloną bluzkę na ramiączkach, zielone vansy i czarnego full-capa. Zeszłam na dół, gdzie Harry oglądał TV.hu
- Jej, ślicznie wyglądasz.. Jak zawsze – uśmiechnął się.
- Emm, dzięki. Jedziemy?
- Jasne – powiedział i wyszliśmy przed dom.W trakcie jazdy poruszyliśmy bardzo poważne sprawy, wagi państwowej, takie jak co zjeść na obiad, czy też jakie kolory lubimy najbardziej… Na lotnisku byliśmy pół godziny potem. Podeszłam do okienka, kupiłam dwa bilety do Polski klasy a. Podziękowałam i wręczyłam je Hazzie, po czym on się uśmiechnął pod nosem.  Wsiedliśmy to auta i udaliśmy się w drogę powrotną.


 _______________________________________________
2 153 słowa :) Hmm, chyba nie jest najgorzej.. A ogólnie to wiecie, że tego nie wstawia Marta, tylko ja, Kasia? Łuhuhuhu, mówię poważnie :D Jestem hakerem i włamałam się tu, aby dodać wam ten rozdział, padajcie mi do stóp:D Nooo, ogólnie t.. Jakby to Marta napisała dzięki za wyświetlenia i komentarze :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ XX

4 komentarze:

  1. Świetny ;D
    Hazza pierścioneczek *-*
    I jest git ;D
    No i Niall, i Kasia *-*

    Jeden z moich ulubionych rozdziałków w twoim/waszym wykonaniu ;D
    Nie bardzo się oriętuję która z was go pisała ;D
    SOrrki ;D

    A rozdział jest naprawdę świetny ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest świetny . :D
    Hazz .. *_* Jak słodko . : o

    Dzięki Kasia , że go dodałaś . X DD Bo nie wiadomo ile by się Marta zbierała , żeby go opublikować . X DD

    Czekam na kolejny . :*

    OdpowiedzUsuń